Święto rozpoczął zespół „Malwy" z Mariampola, później widzowie mogli uczestniczyć w wiciu wianków i grach bądź zabawach, jak np. przeciąganie liny czy podnoszenie ciężarów, które w większości prowadziła pracowniczka Wielofunkcyjnego Ośrodka Kultury w Rudominie Lucyna Kołpak, które notabene zgłosiła się na ochotnika po skandalu z litewskim prowadzącym.

Na prawdziwy start imprezy zaprosiła druga prowadząca koncertu, również pracowniczka WOK w Rudominie, Monika Jodko. Z niesamowita werwą na scenę ruszyła „Zabawa” z Trok, która nie dawno obchodziła swój jubileusz 5 – lecia.

Po zapadnięciu zmroku scenę przejęło Polskie Studio Teatralne. Nutki nostalgii leciały na miasteczkiem, niejeden z uczestników imprezy „cmokał” słysząc piękną polszczyznę aktorów i dodawał „ale ładnie mówią”. Na godzinę cała Rudomina zapadła w sen, z którego raz po raz wyrywały ostrzejsze akordy tanga czy motywy cygańskie, które przybliżały występ gwiazdy wieczoru, zespołu „Sare Roma” z jedynym koncertem „Noc w taborze”.

Jednak na istne szaleństwo trzeba było nieco zaczekać. Po spektaklu muzycznym Polskiego Studia Teatralnego „Próba kabaretu. Raz jeszcze Osiecka”, na zebranych czekał mistyczny pokaz Studia Tańca i Ognia „Čutyta“ z Trok.

Wreszcie na scenę wjechał cygański tabor. Publiczność razem z zespołem śpiewała znane do bólu piosenki. Tańcom nie było końca, kilkakrotnie zespół był wywoływany na bis. Na marginesie mówiąc, dwie z najlepszych tancerek zespołu „Sare Roma”, to Justyna i Agata Suckiel z Rudominy.

Podkreślić należy też, udaną współpracę Wielofunkcyjnego Ośrodka Kultury w Rudominie z dyrektor Wioletą Cereszka oraz Pałacu Kultury w Trokach z dyrektorem Edwardem Kiejzikiem na czele. Praktycznie każdą wspólnie organizowaną imprezę można zaliczyć do udanych.

Niestety święto rozpoczęło się od drobnego skandalu. Koncert miała prowadzić aktorka Monika Jodko i chłopak litewskiej narodowości Lukas.

Napisał on do redakcji DELFI, że "miejscowe werchi" próbowali go zastraszyć. Zwrócili się do niego ze słowami, "jeśli będziesz mówił po litewsku, to cię zabiję” (wypowiedziane po rosyjsku).

"O zajściu poinformowałem organizatorów, od których usłyszałem "Nie zwracaj uwagi", "za klubem będzie stał samochód, który cię wywiezie", " szybko biegasz, więc uciekniesz". Nie przestraszyłem się "pana z Rudominy", przestraszyłem się pracowników kultury, którzy tolerują takie chodzące eksponaty" - napisał Lukas.

DELFI o wyjaśnienie poprosiło dyrektorkę Wielofunkcyjnego Ośrodka Kultury w Rudominie Wioletę Cereszka.

Tłumaczyła ona, że 13 czerwca skontaktowała się z prowadzącym imprezę (imię i nazwisko znane redakcji) i poprosiła o pomoc w prowadzeniu Święta Jana po litewsku. Po kilku dniach do niego wysłano preliminarny scenariusz, do którego ten nie miał żadnych zastrzeżeń.

"24 czerwca, przed imprezą prowadzący przyjechał do Wielofunkcyjnego Ośrodka Kultury w Rudominie. Niestety, nie zdążyłam z nim porozmawiać, ponieważ dowiedziałam się, że odmówił on prowadzenia imprezy i wyjechał bez wyjaśnień (...) Wypowiedzi, które jakoby ten usłyszał od organizatorów i uczestników imprezy skomentować nie mogę, ponieważ ich nie słyszałam, a sam prowadzący mi nic nie powiedział. Smutne, że o takiej sytuacji dowiaduje się od redakcji DELFI, a nie od samego prowadzącego" - napisano w liście przysłanym do redakcji.

Cereszka poinformowała też, że święto minęło bez incydentów, prowadzące imprezy obcowały z publiką w trzech językach (po polsku, litewsku i rosyjsku). Cieszył się, ze ponad 1 tys. osób wspaniale spędziło czas.

"Osobiście nie słyszałam żadnych skarg. Mamy nadzieję, że w przyszłości nie będzie takich nieporozumień, a jeśli wynikną, to zostaną rozwiązane w tym samym momencie, szybko i konstruktywnie" - dodała Cereszka.